piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 17

-Dzień Dobry. Prześlicznie wyglądasz wykapana mama-uśmiechnęłam się-Zero gadania czas do roboty! Gdzie mogę położyć narzędzia do pracy.
-Gdzie chcesz Piotrze-uśmiechnął się.
Usiadłam na krześle. Piotr zaczął mi majstrować we włosach..
=========================================================
Siedziałam na krześle dobre 2 godziny. Tyłek zdrętwiał mi doszczętnie. Katrina siedziała u mnie na łóżko czekając na efekt końcowy. Gabriela nie widziałam od naszej "kłótni". W sumie to dobrze ale czułam się smutna bo nie przyszedł mnie przeprosić. Nie powinnam się na niego drzeć. Każda dziewczyna na moim miejscu też by się wydarła gdyby dowiedziała,że jej wyczekiwana rzecz jest tuż przed jej nosem.Schowana była specjalnie!
-Skończyłem Eleno. Idź się zobaczyć.
Wstałam z krzesła, lekko się zachwiałam. Piotr i Katrina pomogły mi przywrócić równowagę. 
-Ty kaleko! Uważaj, jeszcze zniszczysz sukienkę!-przewróciłam oczyma.
-Przepraszam, nogi mi zdrętwiały- teraz to ona przewróciła oczami.
Po woli ruszyłam do swojego lustro, które było przyczepione szafy. Nie uwierzycie kogo tam spotkałam. Najpiękniejszą dziewczynę dziewczynę oczy. Miała brązowe duże oczy, mały nos i piękną fryzurę. Ta dziewczyna nie mogła się na siebie na patrzeć, bo właśnie ona dzisiaj będzie piękny łabędziątkiem. A nie brzydką gąską.Jak na co dzień. 
-I jak Eleno..?- zapytał Piotr.
-Jest piękna- tylko tyle mogłam wydusić.
-Dobrze to ja idę. Nie martw się, twoja mama wszystko załatwiła.- zabrał swoje rzeczy i  wyszedł. Patrzałam jeszcze przez chwilę w lustro, a potem spojrzałam na Katrinę,która była przebrana za jedną z postać z Anime.
-To idziemy...?- przytaknęła
Zabrała swoją torebkę i ruszyłyśmy do wyjścia.
Nie brałam niczego. Bo po co? Znając życie to coś zgubię. Kiedyś poszłam do szkol bez plecaka, ponieważ tak bardzo się zagadał z Agatą,że zapomniałam o rzeczywistości! Na szczęście nauczyciele nic mi nie zrobili byłam i jestem piątkowy uczeń.
 Zamknęłam drzwi kluczykiem, który schowałam w pokoju u Katrina. Nie chciałam aby ktoś mi wlazł bez pozwolenia a rudej ufam. Pewnym sensie jest moją przyjaciółką.  Najgorsze trud jaki musiałam włoży to zejście po schodach. Zimnie drewno patrzyło mi gołe stopy. Baletniki zostawiłam na dole. Idiotka.  
Gdy znalazłam się na górze ujrzałam anioła. Nie żartuje. Gabriel w białej koszulce na ramiączkach i w czarnych spodniach,dobrze wyglądał zwłaszcza,że na goły umięśnionych wiły się znaki Cassandry Clare i do tego skórzana kurtka trzyma w ramionach! 
Wyglądał.. powtórzę to jeszcze raz jak anioł ale upadły skazany na życie na ziemi. Do tego przylizane włosy. Nie mogłam się napatrzeć. Wiem, wiem zachowuje się jak małolata.  Gdy byłam na końcu schodu, on na mnie spojrzał.  Otworzył usta z zdziwienia. Czułam się jak księżniczka.
-I jak ci się podoba, Gabrielu?- spytała Katrina.
-Jesteś śliczna-patrzył się na mnie nie na Katrinę. Nawet tego nie zauważyła.
-Czym jedziemy...?-spytałam,ubierając baletniki (białe).
-Moris zamówił nam limuzynę, bo w naszych samochodach nie dało by rady zmieścić twojej sukienki- spojrzałam na sukienkę, trochę speszona za wydania tyle kasy. Na mnie.
-Chodźmy już-powiedział Gabriel.
Otworzył na drzwi, w milczeniu ruszyliśmy  do czarnej limuzyny. Kierował Moris. Patrzyłam się w okno, jak domy przebiegają mi przed oczyma. 
                                                                 *  * *
Nie wychodząc z auta, można było usłyszeć muzykę.
Moris otworzył na drzwi, nie znam go dobrze a już go polubiłam. Sprawiał wrażenie osoby miłej i spokojnie z porównanej do rudej. Właśnie. Weszliśmy do środka.
Pierwsze moje wrażenie to wow! Dużo kolorów biło się o swoje miejsce. Wiele osób przebrało się w zwykłe sukienki i garnitury. Mało efektowne. Dostrzegłam parę wampirów i wilkołaków. Parę słabych kopi Edwarda ze Zmierzchu. Dużo wróżek przeleciało mi koło nosa. Zgubiłam w tłumie Katrina i Gabriela.
-Czy panią można prosić do tańca?- odwróciłam się.
Za mną stał Jan. Calutki biały. Był aniołem miał skrzydła, więc nie trudno nie zgadnąć. Albo był wróżką w nowej wersji.Wiadomo? Uśmiechnęłam się. Przytaknęłam, objął mnie w pasie i zaprowadził mnie na sam środek. Położyłam mu ręce na szyi. Zaczęliśmy się kołysać.
-Czemu przebrałeś się za anioła?- przybliżył się jeszcze bliżej, ocieraliśmy się ciałami.
-Powiedzmy,że jestem twoim aniołem stróżem- obrócił mną delikatnie.
-A kto powiedział,że chce anioła...?- zaśmiał się.
-Jesteś na mnie skazana-szepnął mi do ucha.
Przytuliłam się do niego, tak aby widzieć z tyłu co inni robią. Po nie cały 2 minutach dostrzegłam Katrinę rozmawiającą z piratem. A Gabriela zauważyłam przy napojach wpatrzonego we mnie. Nie mogłam wytrzymać jego spojrzenia, schowałam się w zagłębienie szyi Jana. Po przetańczeniu trzech piosenek (dwóch wolny i jednej szybkiej) ruszyłam po napój. Nikogo nie było więc spokojnie mogłam wypić sok. Chyba truskawkowy.  Nigdzie nie widziałam burzy czarnych włosów.  A za to rudą bardzo dobre widocznie. Tańczyła akurat z piłkarzem przebranego piłkarza (mało oryginalnego prawda?). Ktoś mi położył rękę na ramieniu, automatycznie się odwróciłam.
-Co chcesz?- odstawiłam picie na bok.
-Chciałem ci powiedzieć,że pięknie wyglądasz- przewróciłam oczyma- i czy ze mną zatańczysz? 
-Czemu mam niby z tobą tańczyć...?-przetarł kark, na jego rękach zobaczyłam delikatne różowe kreski. Czy on się tnie?! 
-Bo jestem uroczy-uniosłam brew.
-Słaby argument- przeszłam obok niego. 
Nie doszłam pełny dwóch  kroków a już byłam zatrzymana i obrócona. Nikt nas nie widział, zakrywała nas jedna z kolumb. Genialnie. Do tego panował pół-mrok po kolorowe światła nie docierały. Po prostu genialnie. Położył sobie te brudne łapska na moich ramionach! Przeszedł mnie nie przyjemny  dreszcz.
-Gdzie chciałaś iść?-spytał się Gabriel
-Do Jana- odpowiedziałam z lekką irytacją.
Co go to obchodzi, nie jesteśmy parą! 
-Lepiej się do niego zbliżaj. On nie jest dla ciebie-spojrzałam  na niego wściekle.
-A ty jesteś?! Posłuchaj mnie dobrze. Nie będzie mi dyktował z kim się spotykam. Do kogo będę mówić i jeszcze jedną daj mi spokój Gabrielu.- popatrzał się na i mnie puścił.
Odwróciłam się. Ze złości oddaliłam się w tańczące pary. Później go nie spotkałam. Jednak czułam się źle.  Przetańczyłam połowę tańców z Janem i kilkoma chłopakami z klasy. Mówili mi dużo komplementów. Jednak cała  moja uwaga była skupiona na nim.

                                                              *  * *
Siedziałam na dworze na metalowej ławce. Nie mogłam dłużej wytrzymać tego hałasu i potu ocierający się ciał. Temperatura spadła poniżej zera. Mała chmurka wychodziła z moich ust. Chciałam wrócić do domu ale nie miałam czym. Mogłabym iść pieszo ale się bałam i  dobrze nie znam Krakowa. Mogłabym się zgubić. 
-Eleno?! Co ty tu robisz...?-krzyknęła Katrina.
Co ja bym zrobiła aby był to Gabriel... znaczy Jan! Co ja bym zrobiła aby był to Jan.
-Siedzie sobie a ty?-widziałam jej dwa rumieńce- nie kończ.
Usiadła koło mnie i patrzyła się na mnie w zamyśleniu. Kilka razy próbowała coś powiedzieć ale od razu zmieniała zdanie. Powiedziała tylko:
-Gabriel-nie wiedząc co zrobić tylko jej przytaknęłam- poczekaj tutaj.
Pobiegła z powrotem do szkoły. Patrzyłam jak sylwetka ciała znika w mroku. Koło mojej ławki była tylko jedna lampa. Więc trochę atmosfera była straszna. Popatrzyłam na swojej ręce, były fioletowe. Schowałam jej w fałdy w sukni. Po paru minutach przybiegła Katrina i Gabriel. Nocny łowca bez pytania położył mi na ramiona skórzana kurtkę. To była najlepsza rzecz jaka mogła mi teraz przydarzyć.
-Zamówiłam taksówkę zaraz będzie, pilnuj jej. Ja wracam- poszła znowu w stronę sali gimnastycznej. 
Siedzieliśmy w milczeniu. Kurtka dawała mi niesamowite ciepło.
-Czemu Eleno?- spojrzałam na niego.
Nic nie odpowiedziałam. 
-Czemu Eleno...?-powtórzył pytanie, wzruszyłam ramionami.- chodźmy zaraz będzie.
W milczeniu ruszyłam za nim. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Kiedyś ktoś mi powiedział "Milczeniu mówi samo za siebie" ta osoba miała rację. Serdecznie się pozdrawiam osobo. Gdy doszliśmy do ulicy, taksówka tam już była. Wsiedliśmy, chłopak powiedział adres. 
Kierowca ruszył. Podróż zajęła nam 20 minut. Pieszo o wiele dłużej mi by to zajęło.  Gabriel zapłacił i wysiadł mówiąc " czekaj". Przeszedł cały samochód aby mi drzwi otworzyć. Podał mi rękę. Odepchnęłam ją i jakby by go nie było ruszyłam do drzwi wejściowych.   Przytuliłam się  do kurtki. Zanim zdążyłam nacisnąć klamkę, drzwi otworzył mi Moris.
-Wchodź panienko- ominęłam go i ruszyłam do pokoju zrzucając po kolei  rzeczy.
Zaczynając od kurtki. W pokoju byłam w samej sukience. Włosy miałam do połowy rozpuszczone więc dłuższy czas zajęło mi wyciągniecie spinek i kwiatów. Siedziałam na łóżku ściągając ostatnie spinki i do pokoju wszedł bezkarnie Gabriel.
-Eleno możemy pogadać?
====================================
Mam nadzieje,że wam się rozdział spodobał!
Proszę was o zostawienie komentarza! :D
Bo pod ostatnim było bardzo malutką :(      
     


7 komentarzy: