niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 30/Elena

-Dobra jedźmy zaraz mam wizytę i też Sabinko!- przewróciła oczami blondynka.
Odpaliła samochód i ruszyła w stronę centrum handlowego…  
=================================================

-Od dzisiaj nienawidzę zakupów!- powiedziała siostra.
Zaśmiałam. Odłożyłam ostatnią torebkę z ubraniami. Katrina i Sabina wymęczyła ją. Obeszłyśmy całe centrum handlowe. Nogi mi odpadały. Młoda (Róża) miała dobrze, nosiłam ją przez połowę dnia. A Katrina i Sabina? Śmiały się ze mnie, mówiąc na mnie " Osioł w butach". Rzuciła się na łóżko. Przewróciłam oczami.
-Ty narzekasz? Ja ciebie nosiłam przez cały dzień. Ty… ty! Lamo! Dobra muszę ogarnąć pokój. Jeszcze wyprowadzę psy.
-Lergi została dzisiaj wyprowadzona. Mergi spała wtedy- przytaknęłam.
Wyszłam z pokoju. Muszę ogarnąć ten "artystyczny nieład". Zebrałam ubrania leżące na środku podłogi. Wrzuciłam do kosza na pranie. Po wycierałam kurzę.
Poukładałam klamoty. Wywietrzyłam pokój.  Odnalazłam czerwoną smycz, którą zapięłam pieskowi. Ubrałam zimową kurtkę i buty. Zaraz będą święta, muszę kupić prezenty. Zamknęłam drzwi, ruszyłam w stronę miasta.
                                          *  *  *
Ledwo poruszałam kończynami, gdy wracałam do domu. Mergi przegryzła smycz i musiałam za nią gonić. Na szczęście pomógł mi chłopak. Deivid. Złapał ją gdy akurat wbiegła do biedronki.
W domu ściągnęłam jej obrożę. Poleciała do kuchni. Poczłapałam do łazienki. Ściągnęłam ubłocone ubranie (koniec zimy Lol, przed świętami)
Wzięłam orzeźwiający prysznic, przebrałam się w pidżamie i wskoczyłam do łóżka. Za oknem panowała ciemność. Zamknęłam oczy. Już przysypiałam gdy, ktoś walnął kamieniem w okno.
Niechętnie wstałam z raju. Przetarłam oczy. Otworzyłam werandę. W mroku dostrzegłam sylwetkę mężczyzny. Miałam już się cofać, gdy usłyszałam znajomy głos.
-To ja- zmrużyłam oczy.
-Co ty tutaj robisz?- szepnęłam.
-Może zejść…?-  spytał, kiwnęłam.
Cofnęłam się.  Zabrałam z fotela szlafrok i kapcie, które nałożyłam na siebie. Może śniegu już nie ma ale chłód został. Wymknęłam się cichutko z domu. Obeszła cały dom. Koło drzewa ujrzałam Gabriela. Miałam otworzyć usta, gdy on przygarnął mnie do siebie. Zamurowało mnie. Odwzajemniłam uścisk.  Dalej byłam na niego wściekła ale gdy mnie dotykał to cała złość mijała. Może jest idiotą ale za to moją. Puścił mnie.
-Czemu przyszedłeś?- dobrze, ze panował pół- mrok po miałam zarumienione policzki.
-Bo miałem okropny sen, że ode mnie odchodzisz.- dotknęłam jego policzka.
-To tylko sen. Ja tu jestem- powiedziałam zachrypniętym głosem.
-Wiem- uśmiechnął się po czym znowu mnie przytulił.
Boże jak ja uwielbiam jego dotyk! Aw! Zadrżałam z zimna. Puścił mnie gwałtownie. Nie powiem, ze wystraszyłam się.
-Ale ze mnie debil. Jesteś w szlafroku i marzniesz!
-Mam jeszcze  pidżamę.- zrobił swoją słyną minę zboczeńca.
-Szkoda, że teściowa i teściowy są w domu. Dawno byś nie miała tych ubrań- mruknął mi do ucha.
Dałam mu kuksańca w brzuch. Auć. Czemu on ma taki twardy brzuch? Teraz mnie łokieć boli. Zaśmiał się pod nosem. Idiota.
-Dobra, musisz już iść ja też. Idę jutro z mamą do kościółka.
-Ale z ciebie chrześcijanin!- przewrócił oczami.

Pożegnaliśmy się przed moimi drzwiami. Pocałował mnie w usta. Nie chciałam delikatnego pocałunku. Przygarnęłam go mocno do siebie. Stykaliśmy się w każdym calu. Położyłam mu ręce na szyje. Podniósł mnie. Oplotłam mu biodra nogami.  Trzymał mnie za pośladki. Ta chwila mogła by trwać w nieskończoność. Dopóki drzwi nie zostały otwarte. A w nim siostra. Gabriel mnie puścił. Puściliśmy buraka.

-Masz szczęście, ze to ja. Mama chciała zobaczyć czemu pies szczeka. Uprzedziłam ją. Mówiąc, że idę po szklankę mleka.
-To ja idę-powiedział Gabriel, pobiegł w ciemność.
Weszłam do domu. Młoda zamknęła za mną drzwi. Na jej twarzy gościł głupi uśmiech. Szkoda, że nie mogę zapaść się pod ziemie.
-Powiesz rodzicom, młoda?- uśmiechnęła się chytrze.
-Nie. Nie jestem taka. Ale zrób mi kakao, proszę. Bo to tutaj przyszłam.
-Dobrze chodź, mi też mi się przyda gorąca czekolada-przytaknęłam.
Zrobiłam nam czekoladę, po czym usiadłyśmy przy stoliku. Zerknęłam na swoje odbicie w lustrze. Potargane włosy, rozszerzone oczy. Odpięte dwa guziczki od górnej części. Kiedy on to zrobił?! Ja wale. Jakby młoda nas mnie powstrzymała jak daleko byśmy się posunęli? Jestem jeszcze niepełnoletnia. Do urodzin zostało tylko 14 dni. Matko boska. Nie lubię obchodzić urodzin. Strata czasu. Znając życie te dwie wariatki coś wymyślą. Młoda popijając napój patrzyła na mnie w milczeniu.
-Coś jest nie tak…?- jej spojrzenie, trochę mnie krępowało.
-Jaki jest twój chłopak?- spytała.
Nie odpowiedziałam od razu. Sama szukałam odpowiedzi. Śmieszne prawda? Powinnam to już wiedzieć.
-A co cię tak interesuję?- ominęłam jej pytanie, nie miałam ochoty na nie odpowiadać. Wzruszyła ramionami.
-Tak z czystej ciekawości się pytam.- ziewnęła- Idę spać dobranoc.- Na koniec rzuciła- Na pewno dobrze całuje, bo masz całego czerwone policzki.
-O ty mała jędzo!- zachichotała i uciekła.
Ruszyłam za nią. Nie zdążyłam jej złapać bo zamknęła się  w swoim pokoju. Cały czas się śmiała.  Wiedziałam, że walka nie ma sensu. Wróciłam do swojego pokoju. Zrzuciłam szlafrok i zapięłam guziki. Położyłam się na łóżku. Próbowałam zasnąć ale byłam za bardzo rozbudzona. Czułam na wargach namiętne pocałunki Gabriela. Jego ręce na pośladkach.
Westchnęłam głośno. Czy to jest właśnie miłość?      


   ===========================================

8 komentarzy:

  1. No właśnie, czy to miłość? :/
    Genialny! *-*

    3maj się!♥ Wpadnij też do mnie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh bieda, o czym myślałaś gdy pisałaś rozdział. Czy nie wypiłaś za dużo kakao czy co?
    Bo to nie w twoim stylu Dejvid heh co za imię nie mógł być po prostu DAWID!!!
    Czekam na nexta :3

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedy next?! ;-;

    OdpowiedzUsuń